VI Niedziela Zwykła
Jezus nie pyta mnie o pochodzenie, majętność, zawód. Pyta, jakim jestem człowiekiem przed Nim.
Jezus nie pyta mnie o pochodzenie, majętność, zawód. Pyta, jakim jestem człowiekiem przed Nim.
Czytanie z księgi Jozuego oprócz znaczenia dosłownego może mieć znaczenie symboliczne. Śmiało możemy odnieść je do życia duchowego…
„Z obfitości serca mówią usta”. Przekazuję dalej, to co najpierw przyjmuję. Ale przyjmuję jako swoje – umieszczam w swoim sercu
Zdolność kochania jaką obdarzył nas Bóg, winna odnosić się w pierwszej kolejności do Boga, jednak w tej miłości Boga zakorzeniona jest miłość do drugiego człowieka, która jest powinnością każdego poszczególnego wierzącego.
W ostatnich dniach roku liturgicznego przychodzimy do Ciebie, Panie, aby uwielbić Ciebie, jako naszego Pana i Zbawiciela, Króla naszych serc.
Zatwardziałe serce nie będzie próbowało podejmować walki o jedność i wytrwałość. Ono skupione na sobie samym zapragnie natychmiastowego pozbycia się problemu…
Dzięki miłości Chrystusa, każdy z nas dojrzewa do pełniejszego człowieczeństwa, uświęca siebie i innych.
„Nie ma nic piękniejszego jak żyć Ewangelią. Nie ma nic piękniejszego jak poznać Chrystusa i podzielić się Jego przyjaźnią z innymi.”
Co jest dla mnie źródłem życia i siły, a co przynosi mi śmierć? – takie pytanie rodzi się we mnie po lekturze dziesiejszego Słowa.
Uwierzyć. Tylko tyle i aż tyle. Przyjąć prawdę o Chrystusie, który przyszedł na ziemię, aby zaspokoić każdy ludzki głód.